Dwie porażki w jeden dzień – eliminacje MME i Superpuchar Polski

Porażki Legii i reprezentacji młodzieżowej

W innych popularnych w naszym kraju sportach zespołowych, siatkówce czy piłce ręcznej, osoba trenera łącząca codzienną pracę w klubie z rolą selekcjonera narodowej kadry nie jest niczym nadzwyczajnym. W piłce nożnej jednak to prawdziwa rzadkość, która… może skończyć się katastrofą, o czym przekonaliśmy się na własnej skórze w ostatnich tygodniach.

Osiem dni – i przegrana walka na trzech frontach. Październik 2020, a właściwie jego początek, z pewnością nie był najlepszym miesiącem w trenerskiej karierze Czesława Michniewicza. Gdy Legia Warszawa ogłosiła go następcą zwolnionego Aleksandara Vukovicia wiele osób dziwiło się, że przez kilka tygodni będzie jeszcze łapał dwie sroki za ogon i łączył pracę przy Łazienkowskiej z posadą selekcjonera młodzieżowej reprezentacji Polski. Wyszło fatalnie.

Czarny dzień

9 października. Tego dnia Michniewicz – w polskich realiach niewątpliwie fachowiec, potrafiący odcisnąć piętno na prowadzonym przez siebie zespole – już wiedział, że przegrał na trzech frontach. Tego dnia dokonał rzadkiej sztuki. Młodzieżówka poniosła wtedy wyjazdową porażkę z Serbią 0:1, redukując szanse na awans do przyszłorocznych młodzieżowych mistrzostw Europy, zaś Legia przegrała po serii rzutów karnych (na boisku było 0:0) Superpuchar Polski z Cracovią. Michniewicz oczywiście nie rozerwał się, był z kadrą w Serbii, a ekipą mistrzów kraju pod jego nieobecność dowodził drugi trener Marek Saganowski. Wieści z Łazienkowskiej z pewnością nie osłodziły panu Czesławowi porażki z Serbią.

Suma nieszczęść

Jeszcze boleśniejsze było jednak to, co wydarzyło się 8 dni wcześniej. 1 października Legia poniosła domową klęskę z Karabachem Agdam 0:3, przegrywając z Azerami walkę o fazę grupową Ligi Europy, co było najważniejszym celem stołecznego klubu na tę rundę jesienną. Winą za to niepowodzenie nie sposób rzecz jasna obarczać Czesława Michniewicza; to byłoby szaleństwem. Raczej okazało się to sumą wszystkich popełnionych przez klub z Łazienkowskiej błędów, choć poprzednik szkoleniowca, Aleksandar Vuković, publicznie wyraził zdziwienie składem, jakim Michniewicz atakował fazę grupową Ligi Europy. Postawił na większość sprowadzonych latem zawodników, jak Joela Valencię czy Bartosza Kapustkę, którzy w ostatnim sezonie grali niewiele i widać jak na dłoni,że potrzebują czasu, by dojść do optimum formy. Z nowych (nowych-starych) twarzy Legii, od początku tego sezonu oczekiwania spełnia jedynie – żadne to zaskoczenie – bramkarz Artur Boruc.

Miliony i emocje

Brak awansu do grupy LE kosztował Legię około 30 mln zł i – czego już zmierzyć dokładnie nie sposób – ewentualne wyższe kwoty transferowe, jakie można by otrzymać za sprzedaż zawodników, którym wcześniej byłoby dane zaprezentować się w poważniejszych europejskich rozgrywkach. Polskich kibiców z kolei kosztowało to sześć wieczorów emocji mniej.
W rozliczeniu do nich dorzucić też można przepadającą szansę wyjazdu na młodzieżowe Euro, które w przyszłym roku odbyć ma się na Węgrzech i Słowenii. Długo wydawało się, że biało-czerwona młodzieżówka ma bilety nań dosłownie na wyciągnięcie ręki. Październikowe występy – 0:1 z Serbią oraz domowe 1:1 z Bułgarią na pożegnanie kadencji Michniewicza – zredukowały jednak te szanse do minimum. Starta do lidera tabeli, Rosji, wynosi aż 6 punktów, a nadzieje na to, by awansować jako jeden z pięciu najlepszych wicemistrzów eliminacyjnych grup, są dziś czysto teoretyczne.

Pozytywne 3 lata

Tak czy inaczej, kadencję Czesława Michniewicza w roli selekcjonera młodzieżowej kadry Polski trzeba oceniać pozytywnie. Trwała ponad 3 lata, przez ten czas drużyna rozegrała 27 meczów, 14 wygrała, 7 zremisowała i tylko 6 przegrała, promując do dorosłej reprezentacji mnóstwo piłkarzy – a to przecież jest jej celem nadrzędnym. Wygranych baraży z Portugalią o Euro 2019 i występy na tej imprezie we Włoszech – na czele z pokonaniem gospodarzy oraz Belgów – długo nie zapomnimy, bo wyjście z grupy, półfinał i zarazem kwalifikacja na igrzyska w Tokio były na wyciągnięcie ręki.
Teraz Michniewicz może w pełni skoncentrować się na Legii. Odkąd znów skupia uwagę na jednej, a nie dwóch srokach, nie przegrał jeszcze meczu.